Nie byłam pewna, czego oczekuję po Web Summicie. Z poprzedniego roku pamiętałam gigantyczne tłumy i stres związany z natłokiem wrażeń. Miałam nadzieję, że zobaczę wiele ciekawych prezentacji, Josepha Gordona-Lewitta i Andreę Pejicia. Niestety, wyszło inaczej.

Wstęp

Na otwarcie imprezy dojechałyśmy zatłoczonym do granic możliwości metrem, które na początkowej stacji nas wessało, a na końcowej wypluło, jakąś godzinę przed otwarciem. Słusznie, bo kolejka wiła się jak wąż chyba na kilometry - ostatnim razem widziałam taką w Temple Bar w Dublinie na casting do Wikingów. Miałyśmy szczęście - razem z piętnastoma tysiącami osób dostałyśmy się na halę. Pozostałe trzy tysiące stało na chłodzie na zewnątrz, oglądając otwarcie na telebimach.

ws

Rozmowa

Pierwszymi gośćmi byli Jose Manuel Barroso, Roberto Azevêdo i Mogens Lykketoft. Barroso, były przywódca Komisji Europejskiej, którego "szczerość w wyrażaniu poglądów rośnie z każdym dniem wolności" okazał się empatycznym i ciepłym człowiekiem, pełnym zrozumienia dla problemów współczesności i ludzi zagubionych wśród technologii. Jego przeciwieństwem był Roberto Azevêdo, dyrektor generalny Światowej Organizacji Handlu, według którego od co najmniej dziesięciu lat było wiadomo, że roboty zastąpią człowieka. Jako przykład podał kierowców ciężarówek. Stwierdził, że skoro kierowcy są zastępowani przez drony, to personel motelów i restauracji też staje się zbędny, w związku z tym ci ludzie już dawno powinni się przekwalifikować na specjalistów IT. Zapomniał tylko powiedzieć jak. Pomiędzy tymi wyrazistymi postaciami Mogens Lykketoft, prezydent ONZ, nieco zaginęła.

Przedsiębiorcy na scenie

Paddy Cosgrave, CEO Web Summitu, z typową irlandzką lekkością zignorował wszystkie zasady i standardy bezpieczeństwa, wbrew zaleceniom ochrony i organizatorów, zaprosił na scenę wszystkich CEO startupów. Przedsiębiorcy schodzili się przez piętnaście minut, zajmując całą scenę i przestrzeń wokół - niesamowity efekt dawał porządnego kopa. No bo jeżeli tyle osób jest w stanie robić coś fajnego i być swoimi szefami, to ja też mogę, prawda?

Śniadanie networkingowe

W typowo polski sposób (no kurde, śniadanie za darmo!), Efka przekonała mnie, żeby pójść na jedno z networkingowych śniadań, zorganizowanych przez Indeed Prime. Czym jest networking? Nawiązywaniem nowych biznesowych relacji, mówiąc w skrócie.
Znacie mnie, wiecie, że jestem introwertykiem, więc myśl o poznaniu kilkudziesięciu (albo więcej) osób nie jest dla mnie zachęcająca, w związku z czym dzień wcześniej skontaktowałam się z dwiema dziewczynami. Wtedy zaczęła się komedia pomyłek.

Pomyłka nr 1.
Umówiłam się na spotkania na grupie Facebookowej i nie wzięłam numerów od moich rozmówczyń. W końcu to Web Summit, WiFi powinno być wszędzie, szczególnie po zeszłorocznej porażce w Dublinie, gdzie padł internet. Błąd. Nie było zasięgu ani w foyer Indeed Prime ani kilka metrów wokół. Przez cały event martwiłam się, że nie mogę znaleźć dziewczyn i zrobiłam złe pierwsze wrażenie.

Pomyłka nr 2. Założyłyśmy z Efką, że śniadanie będzie śniadaniem, więc nie zjadłyśmy nic przed wyjściem. Możecie sobie wyobrazić nasz zawód, gdy zobaczyłyśmy tylko stoisko z kawą i herbatą, ciasteczka pastel de nata, owoce (których wtedy nie byłam w stanie jeść, bo po znieczuleniu u dentystki potwornie bolała mnie górna szczęka jak tylko szerzej otworzyłam usta) i słupki warzyw z majonezem w plastikowych pojemniczkach. Byłam głodna i zmęczona. I zestresowana.

Pomyłka nr 3.
To jest tylko i wyłącznie mój błąd, który polegał na trzymaniu się Efci. Efcia jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek, ale jest ekstrowertyczką, przez co przytłaczała mnie podczas rozmów, sprawiając, że czułam się mała, nieistotna i beznadziejna. Jestem pewna, że nie było to jej celem. Efka stwierdziła, że powinnam być bardziej asertywna i po prostu sobie pójść w takiej sytuacji, ale w stresujących momentach często tracę pewność siebie. Przyznajcie się, ilu Was jest takich jak ja? Wyjątkowo wrażliwych i introwertycznych, zbyt grzecznych, żeby miło powiedzieć: źle mi tutaj, idę.

Pomyłka nr 4.
Hiperaktywna i amerykańsko supermiła dziewczyna, która co pięć minut chciała przybijać piątkę, zaproponowała nam wystąpienie "przed kamerą" w zamian za gadżety, przed wejściem powiedziała nam, że mamy powiedzieć dwa słowa o networkingowym śniadaniu Indeed Prime i jak nam się podoba Web Summit, więc na to się nastawiłyśmy. Nie spodziewałyśmy się długiego wywiadu: Co ci da Web Summit? Trzy słowa o Women in Tech. Co można zrobić, żeby zachęcić więcej kobiet do pracy w technologii? Kto jest twoją ulubioną "woman in tech"?
Do jasnej cholery, nie robi się takich rzeczy introwertykowi. Jak ktoś mi coś wyjaśnia, to zakładam, że nie kłamie i że usłyszę te pytania, o których mi powiedziano wcześniej. Nie cierpię takiego wyciągania na siłę, tym bardziej że przez stres miałam pustkę w głowie.

Plusy

Gadżety
W nagrodę za stresy wzięłam dwie rzeczy: koszulkę z cudnego cienkiego materiału, która jest idealna na naszą podróż, bo nic nie waży i jest przewiewna i smaczny balsam do ust, który wygląda jak wielka kula (widzieliście go na zdjęciu w poście o nocnych pociągach) i trudno go zgubić.

adzik

Masaż
Kolejnym plusem był poranny masaż. Ogromny Portugalczyk z wielkimi łapami wymasował mi plecy, ramiona i dłonie tak porządnie, że nie chciałam zejść z krzesła. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko masażu głowy. Nie jestem rozmowna, więc co chwilę pytał, czy wszystko w porządku, na co mu odmrukiwałam, że tak, jak najbardziej. To był pierwszy profesjonalny masaż w moim życiu i bardzo mi się podobał.

Kontakt
Nigdy nie spotkałam się osobiście z dziewczynami, z którymi się umówiłam, ale z jedną z nich nawiązałam kontakt przez Facebooka. Suzy, po wypróbowaniu swoich sił w wielu różnych dziedzinach, zajęła się oprowadzaniem ludzi po Aveiro. Jak wielu przedsiębiorców, ona również boryka się z różnymi problemami, z czego głównym jest znalezienie harmonii pomiędzy pracą a życiem prywatnym, który to problem tak dobrze znam z autopsji. Mam nadzieję ją kiedyś odwiedzić w Aveiro.

Prezentacje

Po śniadaniu chciałam zobaczyć kilka prezentacji, ale wszystkie były spóźnione o godzinę. Poszłam na "Driving the Connected Future" z CEO z Blablacara, sekretarzem generalnym Międzynarodowego Forum Transportu i dyrektorem Renault-Nissan Alliance, ale wyszłam po piętnastu minutach, bo wszyscy "czynili świat lepszym". Byłam znudzona, zmęczona i zestresowana.
Wyszłam i już nie wróciłam, bo przeziębienie zmiotło mnie na kilka kolejnych dni.

Efka zastanawiała się, czy nie rozchorowałam się przez to nieszczęsne śniadanie, ale już od kilku dni czułam, że coś nadchodzi, tylko że spodziewałam się okresu, a nie choroby. W efekcie nie posłuchałam ani Andrei Pejicia, ani Gary'ego Vaynerchucka, ani Josepha Gordona-Lewitta. Byłam zawiedziona, szczególnie dlatego, że zrobiliśmy rajd przez cztery kraje i sześć miast po to, żeby zdążyć na konferencję.
Efka pytała, czy mi się nie podobało, ale nie jestem w stanie wiele powiedzieć.
Śniadanie mnie wykończyło, czułam się po nim wypluta i bez energii, ale gdybym miała możliwość, to poszłabym na kolejne. Samej konferencji mi szkoda, ale ostatnich kilka lat nauczyło mnie, że gdy organizm ma dość, to trzeba zwolnić i odpuścić. I zostać w łóżku.

Ktoś z Was był na takim networkingowym śniadaniu? Jak się do nich przygotowujecie? Macie jakąś strategię? Ucieszą mnie Wasze komentarze.

A jeżeli podobał Ci się post, to daj łapkę w górę lub udostępnij. Jestem wdzięczna za każdy gest.