Kilka dni temu wróciłam z Portugalii, do której tęskniłam od pierwszego wyjazdu dwa lata temu. Dość często znajomi pytają mnie, gdzie mi się najbardziej podobało i dokąd chciałabym wrócić - Japonia, Hiszpania i Portugalia są na początku tej listy. A jeżeli nie jesteście przekonani, to poniżej mam dla Was kilka powodów, dla których moim zdaniem warto zobaczyć zieloną krainę pełną migdałów, niebieskich ceramicznych płytek i specyficznego jedzenia.

1. Jedzenie

Ok, Portugalia może być niełatwym krajem dla weganina, czy wegetarianina, ale dla wszystkożercy jak ja, jest absolutnym rajem, pełnym nowości, dziwnych smaków, a także naturalnie bezglutenowego jedzenia - również deserów! Portugalczycy robią wspaniałe desery z żółtek i mleka, a w większych miastach można znaleźć bezglutenowe restauracje z beznabiałowymi opcjami. Jestem tak zafascynowana portugalskim jedzeniem, że mam w planach poświęcić kolejny wpis tylko jemu. Na zachętę macie zdjęcie "percebes", po angielsku zwanymi również "goat barnacles", a po polsku pąkle kaczenice. Piękne, prawda?

2. Język

No dobra, może w tej kwestii jestem trochę fetyszystką, ale uwielbiam różnorodne brzmienie języka polskiego w różnych rejonach, lubeeeeelskieee zaaaaaaciągaaaaanieeee, krakowskie jedynaście i ślunskie "ja". Jedyny język, którego brzmienia nie lubię, bo kojarzy mi się z czymś zaschniętym w gardle, to francuski. W każdym razie uwielbiam jęcząco-szeleszczące brzmienie języka portugalskiego, lubię ich podsłuchiwać.

3. Kawa i herbata

Lubię kawę jako deser, dodatek, w słodyczach. Nudzi mnie americano i espresso (i najczęściej zabija, bo jest zajzajerowate), a niestety w Irlandii jedynymi miejscami, gdzie można dostać kawę z syropami inną niż americano, espresso, cappuccino, latte i mocha są Starbucks i Costa. Na najgorszą herbatę świata, czyli Barry's Tea, spuszczę zasłonę miłosierdzia.Portugalczycy mają za to słabe espresso, mocne espresso, meia, czyli pół na pół z mlekiem, krótką kawę i długą, wiele rodzajów herbat i naparów, do wyboru, do koloru, co kto lubi. Moim ulubionym było słabe espresso, które pozbawiało mnie bólu głowy, ale nie doprowadzało do zawału.

4. Azulejos i ceramika

Azul to niebieski kolor po portugalsku i hiszpańsku, a azulejos to nic innego, niż niebieskie płytki ceramiczne, którymi wyłożone są domy (na zewnątrz i wewnątrz też), kamienice, dworce i dzielnica Alfama. Płytki te można kupić w sklepach z pamiątkami, mają przeróżne wzory i moim zdaniem są naprawdę piękne.

5. Kwitnące migdały

Na przełomie lutego i marca na północy Portugalii na biało kwitną migdały. W soboty specjalny pociąg wyjeżdża z Porto i jedzie trasą, na której można podziwiać piękne połacie bieli na zielonych polach. Najbardziej znana z migdałów jest Dolina D'Ouro, czyli Złota Dolina. Specjalnie dla migdałów pojechaliśmy do Mirandeli, żeby później zwiedzać okolice pociągami, ale niestety... pociągi zlikwidowano trzy miesiące przed naszym przylotem, więc nie dane nam było skorzystać ze "migdałowego" pociągu, ale oglądaliśmy migdałowe sady z autobusu z Mirandeli do Porto.

6. Lizbona

Duże miasta bywają przytłaczające, ale Lizbona jest dość kompaktowa, łatwa w obsłudze i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Muzea? Proszę bardzo. Plaża? Też jest. Dobre restauracje? Praktycznie na każdym kroku. Targ staroci? Dwa razy w tygodniu. Market z jedzeniem? Już mi się nawet nie chce wyliczać. ;)

Pchli targ Mercado de Santa Clara w Lizbonie. Złote pióra, 7, 14 karatowe, biżuteria plastikowa i prawdziwa, płyty winylowe, stoiska rękodzielnicze i słodki zapach marihuany.

7. Porto

Porto jest bardziej kompaktowe, pachnie marihuaną, a na brukowanych uliczkach produkują się lokalni artyści. Jest fajna promenada, kilka destylarni porto, most zbudowany przez ucznia Eiffela (widać), piękne widoki, fajny klimat i przyjaźni ludzie. Czego chcieć więcej?

Porto w Porto. :)

A Wy byliście w Portugalii lub chcielibyście ją zobaczyć? Dopisalibyście coś do tej listy? Dajcie znać w komentarzach. :)