Hej hej, witam Was w drugim poście o Portugalii. Pierwszy, wprowadzający, naświetlał Wam 7 bardzo subiektywnych powodów, dla których warto zobaczyć Portugalię, a teraz chciałam Wam napisać, co warto zjeść. A warto próbować różnych rzeczy, bo kuchnia portugalska jest pyszna i specyficzna.
Po pierwsze, trzeba się przyzwyczaić, że wszystko pływa w oliwie i jest porządnie posolone. Po drugie, w restauracjach można dostać głównie mięso, ryby i owoce morza, więc zatęskniłam za warzywami. Po trzecie, portugalskie jedzenie jest sycące, a połową porcji najadłyby się dwie osoby. Po czwarte, czułam się trochę jak w Japonii, gdy ciągle pytano mnie "oishii"? Tutaj też kelnerzy i kelnerki często upewniali się, czy wszystko mi smakuje i ze smutkiem patrzyli, gdy nie byłam w stanie dokończyć posiłku (ale jedyną przyczyną był brak miejsca w brzuchu). ;)

No to zaczynamy, co fajnego można zjeść w Portugalii?

1. Ceviche

Ceviche to surowa ryba marynowana w cytrusach i ziołach, w Portugalii często jest to dorsz. Ryba jest delikatna, a cytrusy dają fajnego "kopa" smakowego. W Lizbonie próbowaliśmy ceviche w miejscu zwanym po prostu "A chevicheria", wzięliśmy rybę na wynos, ponieważ bez rezerwacji nie byliśmy w stanie dostać stolika. Także jak chcecie iść do Cevicherii, to zadzwońcie, żeby zarezerwować stolik.

2. Bacalhau à Bras

Bacalhau à Bras robi się z "poszarpanego" dorsza, którego łączy się z ziemniakami, jajkiem, czosnkiem i przyprawami. My naszego jedliśmy w Porto w przeuroczej restauracji Gondarem Baixa. Trafiliśmy tam przypadkiem na kolację, a później jedliśmy przez kolejne dwa dni.
Gdy właścicielka dowiedziała się, że jestem bezglutenowcem, z wielką dumą i radością (tu nie ma żadnej ironii) trzeciego dnia zaserwowała mi Bacalhau à Bras, tłumacząc co jest w środku i że wszystko mogę zjeść. Jestem rybojadem, uwielbiam dorsza i ziemniaki, więc nie mogło mi nie smakować. Dorsz był świetnie przyprawiony, nie pływał w litrach oliwy, a do tego porcja była odpowiedniej wielkości.

3. Caldo Verde

Caldo verde, czyli dosłownie "zielony rosół" to bardzo dobra, sycąca zupa oparta na ziemniakach, oliwie i zieleninie (akurat w Gondarem był to szpinak). Nie za gęsta, nie za rzadka. Ją jedliśmy po raz pierwszy w Gondarem Baixa, ale później często przewijała się w restauracjach jako pierwsze danie. Na początku czuć ziemniaki, później oliwę, a dopiero na końcu zieleninę - dla mnie, fanki ziemniaków, bomba.

4. Grillowana ośmiornica

Idealnie zgrillowana ośmiornica w restauracji A Adega w Mirandeli w północnej Portugalii.

Nie mogłabym być w Portugalii i nie spróbować ośmiornicy. Jadłam ośmiornicę w Grecji i w Hiszpanii kilkakrotnie i zachwyciła mnie tylko raz, w restauracji Athiri, polecanej przez Michelin, w innych miejscach zawsze była gumiasta. Mimo to zamówiłam ośmiornicę, i to połowę porcji, w rodzinnej restauracji A Adega w Mirandeli.
Oprócz tego, że restauracja była bardzo przytulna, to jeszcze przemiła pani, która nas obsługiwała, gdy zorientowała się, że się uczę, mówiła do mnie bardzo dużo, wyraźnie i powoli, dzięki czemu mogłam poćwiczyć swój portugalski.
Wracając do ośmiornicy, dostałam po prostu jedno długie odnóże, które wystawało mi z talerza, z ziemniakami i kapustą. Było super zrobione, mocno zgrillowane, odpowiednio twarde, ale nie gumiaste i miało świetny dymny posmak.
Później było mi szkoda, że to był jedyny raz, gdy spróbowałam ośmiornicy.

5. Arroz de cabidela

Większość menu, które dostawaliśmy, były po portugalsku. Część nazw znałam, część tłumaczyła mi obsługa, a część tłumaczyliśmy telefonem. Czasami, gdy nie wiedziałam, czym coś jest, tylko pytałam, czy jest bezglutenowe i jak było, to brałam. W końcu żyje się tylko raz i trzeba spróbować jak najwięcej dobrego jedzenia. ;)
Tak właśnie było z "arroz de cabidela", gdy pani mi powiedziała "kurczak i ryż", stwierdziłam, ok, zobaczymy.
Pan przyniósł mi do stolika kociołek, w którym w brązowym sosie pływał ryż i kurczak: piersi, nóżki, łapki, żołądki, wątróbki, serca. Czyli posiekany kurczak wylądował w kotle z ryżem i przyprawami - było super, ale sam jeden kociołek był stanowczo za duży na mnie samą.

6. Dorada i inne ryby

Nie wypada nie spróbować dorady w Portugalii - wydaje mi się, że dorada była w menu w każdej restauracji, którą odwiedziliśmy. Po prostu zgrillowana, z ziemniakami i sałatką w postaci kapusty na ciepło lub szpinaku, jest pyszna.

Równie dobry był stek z tuńczyka, a także gulasz z żabnicy, który jedliśmy w restauracji Ponto Final na drugim brzegu rzeki Tag. Oprócz tego można zjeść jeszcze okonia morskiego (robalo), makrelę (carapau), łososia

7. Francesinha

Bezglutenowa francesinha z wegańskim serem w Tasquinha do Bé w Porto

A tu już przenosimy się do Porto, gdzie trzeba spróbować tradycyjnej kanapki - i niech Was ta nazwa nie zmyli. Kanapka jest podawana na ciepło, na dużym talerzu i ma w sobie różne kiełbaski, szynkę, na wierzchu roztopiony ser i jajko, a cała pływa w pomidorowym sosie. Brzmi przerażająco? Słusznie, bo po niej nie będziecie głodni przez resztę dnia. Smacznie? Jak najbardziej. A bezglutenowcy i bezlaktozowcy mogą zjeść "francuzeczkę" w malutkiej restauracyjce Tasquinha do Bé.

8. Policzki wieprzowe

Za pierwszym razem jadłam policzki wieprzowe w restauracji Taberna Tosca. Były mięciutkie, rozpływały się w ustach i pływały w pysznym delikatnym sosie. Pamiętając ten smak, zamówiłam to samo danie w restauracji hotelowej, ale niestety, były trochę twarde i nie aż tak dobre. Mimo to, polecam spróbowanie policzków wieprzowych w dobrej restauracji.

9. Sushi

Świeże sushi z pierwszej lepszej azjatyckiej restauracji w Lizbonie w pobliżu Oriente

Dostępność świeżej ryby z Atlantyku sprawia, że w Portugalii można dostać naprawdę przepyszne sushi, chociaż czasami mocno odbiegające od tego, które podają w Japonii. Na przykład w Lizbonie jedliśmy zwariowane sushi - w restauracji za 13 euro była opcja "All you can eat". No i tutaj bezglutenowcy muszą uważać, ponieważ duża część rolek była w tempurze, ale poza tym znajdowało się w nich wszystko, czego dusza zapragnie i jeszcze więcej - śmietanka, truskawki, mango, ananas, majonez, serek Philadelphia, a do tego ryby i krewety. Drugie sushi jedliśmy w Porto, nie było złe, choć trochę rybiaste, ale obsługa trochę pozostawiała do życzenia.

10. Rancho

Tutaj znowu bezglutenowcy się nie najedzą, bo rancho to gulasz z makaronu z chorizo, mięsem, cebulą, czosnkiem i kapustą. Tomasz twierdzi, że bardzo smaczne.

11. Alheira

No i to znowu nie jest opcja dla bezglutenowców. Alheira to typowa dla Mirandeli miękka, czosnkowa kiełbaska z mąką pszenną, w restauracjach podawana na ciepło, wisząca w większości sklepów spożywczych.

12. Marisquada

Składniki na marisquadę na wystawie w Kais do Tua Marisqueria w Mirandeli

Marisquada to był bardzo spontaniczny wybór i tutaj zdania uczonych są podzielone. Marisquada to, jak sama nazwa wskazuje, zestaw owoców morza. Na wielgachnym talerzu dostaliśmy krewetki (dużo) w dwóch rozmiarach, krabowe szczypce (dużo) w dwóch rozmiarach, percebes, wspomniane już w poprzednim wpisie, cztery ślimaki, małże zwykłe i małże brzytwy (okładniczki), takie podłużne, rybne pâté i to chyba wsio?
Do tego dostaliśmy gumowy młotek (!), takie jakby kombinerki do miażdżenia szczypców, haczyk do wyciągania mięsa ze ślimaka i normalne sztućce. Na początku nie wiedziałam, jak tego wszystkiego używać, ale pani, która nas obsługiwała, pokazała, jak korzystać z prawie wszystkiego, oprócz młoteczka, który okazał się niepotrzebny.
Z tego całego galimatiasu najbardziej smakowały mi ślimaki i percebes. Mimo że uwielbiam krewetki, te były dla mnie po prostu za duże i smakowały prawie jak kurczak. Wszystko było dość mocno zapiaszczone i słone, a niewiele rzeczy mnie deprymuje tak bardzo, jak piasek między zębami, więc podłubałam, podłubałam i zrezygnowałam, ale Tomasz wyczyścił talerz.

13. Kapary i oliwki

Portugalczycy podają oliwki jako starter, najczęściej dodatkowo płatny. Portugalskie oliwki są duże, czasami nawet słodkie z lekkim, gorzkawym posmakiem. Raz oprócz oliwek dostaliśmy również kapary i były to najlepsze kapary jakie jadłam w życiu. Znacie te małe, kwaśne, okrągłe zasuszone pączki kwiatów ze słoika? No to te były wielkie, soczyste, kwaśne i cierpkie i mogłabym zjeść ich cały talerz, ale były tylko cztery. :(

14. Cataplana

Cataplana tak mi smakowała i tak się podobała, że musiałam zrobić wiele zdjęć. :D

O cataplanie mogliście przeczytać w tym wpisie - bardzo polecam, bo przez szybkie gotowanie na parze, warzywa i owoce morza wspaniale zachowują smak.

15. Bataty - ale to na południu, najlepiej w Alzejur.

To były dania główne i przystawki, w związku z czym w kolejnym wpisie będzie pora na coś słodkiego, czyli jakie desery warto zjeść w Portugalii.

Próbowaliście tych dań, znacie kuchnię portugalską lub dorzucilibyście coś jeszcze do listy? Dajcie znać w komentarzach.