Gdy byłam mała, moi rodzice co chwilę się przeprowadzali, zarażając mnie bakcylem podróżowania. Od kiedy skończyłam trzynaście lat, zaczęłam regularnie jeździć pomiędzy Radomiem a Świdnikiem, doszedł do tego Lublin, Górecko, Zwierzyniec, a w końcu Jarocin, Crikvienica, czy czeski Hradec Kralowe, gdzie robiłam zdjęcia.

Na studiach poszłam na siedmiodniowy rajd z Bogdanem Brachą z Orkiestry Św. Mikołaja, z ciężkim plecakiem i zupełnym brakiem doświadczenia.

Gdy byłam młodsza, spędzałam wakacje w cichym domu mojej babci, gdzie zaczęłam pisać. Wszechogarniający spokój i cisza sprzyjały małemu introwertykowi. Ostatnio znalazłam zeszyt z moją poezją z tamtych lat. Dwie rzeczy mi się podobają, reszta... No cóż, spuśćmy na tę scenę zasłonę miłosierdzia.

Z fotografią polubiłyśmy się w gimnazjum plastycznym, gdzie była obowiązkowym przedmiotem. Na studiach poszłam na kurs fotografii tradycyjnej i wsiąkłam. Uwielbiam zapach ciemni, chemii, przygaszone światło czerwonej żarówki i jakość, jaką mają czarnobiałe zdjęcia.

Po wielu wybojach, udało mi się (przynajmniej mam taką nadzieję) znaleźć swoją drogę, na której będę mogła robić to, co kocham. Kilka miesięcy temu rzuciłam pracę w restauracji po to, by teraz z mężem podróżować po Europie.
Mimo wszystko, mam wrażenie, że dni są za krótkie na życie.

Nietolerancje pokarmowe sprawiły, że zainteresowałam się pieczeniem i gotowaniem i sprawia mi to ogromną frajdę. Ale jak tu piec, gdy nigdy nie jest się u siebie?

Podobał Ci się wpis? Coś Cię wkurzyło? Chcesz pogadać? Napisz do mnie na contact@adziklipa.me.

Możesz znaleźć mnie też w tych miejscach:

Czytam: